VCF.pl - Strona Główna
Panel użytkownika załóż konto przypomnienie hasła
RSS RSS

VALENCIA CF – AKTUALNOŚCI

Espaneta: ostatnia gwiazda Valencii

Łukasz Kwiatek, 02.09.2011; 16:41

Kim jest legendarny utillero?

W rok po sprzedaży Davida Villi i Davida Silvy Valencia znowu pozbyła się największych gwiazd - Juana Maty i Joaquina Sancheza. Na Estadio Mestalla pozostał tylko jeden człowiek, o którym można mówić galaktyczny: Espaneta.

Bernardo Espana Edo, w piłkarskim świecie znany jako Espaneta, nie jest tak bramkostrzelny jak Villa, nie drybluje jak Joaquin, ani nie podaje tak finezyjnie, jak Silva czy Mata, ale ma na koncie więcej trofeów wywalczonych z Valencią niż cała ta czwórka razem wzięta. W czym się specjalizuje? W przygotowywaniu strojów, sprzętu treningowego i ... podrabianiu autografów.

Zawodnicy mówią, że rozpieszcza ich bardziej niż ich własne żony, bo sprząta po nich prysznice i czyści im buty z trawy. Na uroczystych prezentacjach zespołu wybiega jako ostatni i zbiera największe owacje publiczności. Publiczności, dla której istnieje od zawsze i od zawsze ogląda mecze z ogrodowego plastikowego krzesełka, ustawianego nieopodal ławki rezerwowych. Ma grupę kilkuset fanów na Facebooku i fanklub kibiców Valencii swojego imienia.

Od podawacza piłek do członka sztabu szkoleniowego

Legenda Espanety rodziła się w bólach. Młody Bernardo chciał być piłkarzem. Żeby spędzać więcej czasu na boisku uciekał ze szkoły i warsztatu, gdzie pracą fizyczną już jako nastolatek musiał zarabiać na utrzymanie. Wróżono mu świetlaną przyszłość, w barwach lokalnych drużyn wygrywał dziecięce turnieje. Ale piłkarską karierę musiał zakończyć, zanim na dobre ją rozpoczął. Miał 16 lat, gdy motor, na którym wracał po pracy razem z bratem, w kałuży paliwa wpadł w poślizg i przygniótł Bernardo lewą nogę, zrywając mu ścięgno Achillesa. Pojawiło się ryzyko, że do końca życia będzie poruszał się o kulach. O uprawianiu sportu musiał zapomnieć, ale o samym sporcie - nie mógł.

Od tamtej chwili nie marzył o niczym innym, tylko o pracy w charakterze utilliero - rekwizytora - pojęcie zaczerpnięte z terminologii teatralnej - człowieka od narzędzi w klubach odpowiedzialnego za przygotowywanie strojów przed meczami i sprzętu do treningów (angielski kitman). Po wypadku dalej uciekał ze szkoły i pracy, by choć oglądać treningi piłkarzy Valencii i podawać im piłki. Zawodnicy, widząc zaangażowanie kulejącego nastolatka, nagradzali go drobnymi napiwkami i zapraszali na posiłki. Wkrótce dostał posadę w zespole rezerw, a po kilku latach - w pierwszej drużynie.

W Hiszpanii utilieros są pełnoprawnymi członkami sztabów szkoleniowych, co znaczy, że formalnie razem z zespołem zdobywają trofea. 73-letni Espaneta, po niemal półwiecznym stażu w Valencii, ma na koncie trzy tytuły mistrza Hiszpanii, Puchar UEFA, dwa Superpuchary Europy, Puchar Zdobywców Pucharu, cztery Puchary Króla i Superpuchar Hiszpanii.

Syn Di Stefano i brat Kempesa

W swojej karierze służył pod rozkazami trzydziestu trenerów, przez ten czas zetknął się z setkami piłkarzy. Najlepiej wspomina Alferedo di Stefano, który był dla niego jak drugi ojciec oraz Quique Floresa i Mario Kempesa, o których mówi jako o braciach.

Właśnie dzięki Kempesowi odkrył swój nieprzeciętny talent. W latach 70-tych i 80-tych Valencia zarabiała krocie na sprzedaży pamiątek z autografami Kempesa, jednej z największych gwiazd ówczesnego futbolu. Popyt był tak wielki, że Argentyńczyk nie był w stanie własnoręcznie podpisać wszystkich gadżetów. Wyręczał go w tym Espaneta, który w tym procederze osiągnął perfekcję. Kiedyś założył się z Kempesem, że zatrzyma dla siebie pieniądze, jeśli bank zrealizuje sfałszowany czek. Prawdopodobnie nigdy nie zarobił łatwiej stu tysięcy peset.

Drugi ojciec Espanety, legendarny piłkarz i honorowy prezes Realu Madryt, w sezonie 1979-80 pracował jako szkoleniowiec Valencii. Wspominał później, że razem z trenujący zawodnikami podziwiał żonglującego piłką Espanetę. Naliczyli mu ponad 300 podbić, zanim Di Stefano kazał Espanecie przestać, żeby nie deprymował piłkarzy.

W 1982 roku Don Alfredo jako trener wrócił do Realu Madryt, zespołu, który trzy dekady wcześniej poprowadził do pięciu triumfów w Pucharze Europy. Chciał zabrać ze sobą Espanetę, kusząc go sowitą podwyżką. Utillero Valencii odpowiedział: Bardzo panu dziękuję. Doceniam pański gest, ale moje serce i moje życie są aż do śmierci z Valencią. Nigdzie się stąd nie ruszam.

Legenda i żywa maskotka

Z Valencią faktycznie był na dobre i na złe. W 1986 r. klub przez pięć miesięcy nie wypłacał pensji piłkarzom i pracownikom. Espaneta w pracy pojawiał się codziennie. W ciągu 43 lat pełnoetatowej pracy przegapił tylko dwa spotkania. W 1981 r. przeszedł operację na wyrostek robaczkowy. Miał wypoczywać przez co najmniej trzy ligowe kolejki, wytrzymał dwie, na następną - mecz w Pampelunie - już pojechał. Wspomina, że trudno mu było dźwigać walizki tak szybko po operacji, ale pracował normalnie. Meczu nie opuścił nawet w 1986 r., gdy jego matka zmarła w przeddzień wyjazdowego spotkania z Barceloną. Po pogrzebie dołączył do ekspedycji. Valencia wygrała 1-0, zwycięstwo zadedykowano Espanecie.

Obecnie od kilku lat nie pracuje już w pełnym wymiarze, nie jeździ na wyjazdowe mecze, ale spotkań na Estadio Mestalla nie opuszcza nigdy. Pełni rolę nie tylko żywej maskotki i ulubieńca kibiców, ale i symbolu klubu, co często wykorzystują sponsorzy. W 2009 r., gdy Florentino Perez rozpoczynał budowę drugiego galacticos, ściągając na Santiago Bernabeu Cristiano Ronaldo i Kakę, reklamująca się na koszulkach Valencii firma bukmacherska zaczęła przyjmować zakłady, czy następnym transferem Realu zostanie Espaneta. I czy będzie droższy od Kaki.

Spece od marketingu w ogóle lubią przypominać, że Espaneta odrzucił ofertę transferu do Realu Madryt. Na jednym z nakręconych filmów promocyjnych zdesperowani kibice Królewskich uprowadzili legendarnego utillero Valencii, ale ostatecznie udało się go odbić.

Koledzy po fachu Espanety podkreślają, że Bernardo jest tym dla wszystkich utilleros tym, kim dla innych piłkarzy są Leo Messi czy Cristiano Ronaldo. Doczekał się nawet książek na własny temat. Gdziekolwiek się nie pojawi, z obecnej, pozbawionej gwiazd kadry Valencii rozdaje najwięcej autografów.

Tym razem podpisuje je własnym nazwiskiem.

Artykuł napisany dla portalu Interia.pl

Kategoria: Ogólne | Interia | własne skomentuj Skomentuj (18)

KOMENTARZE

1. mucha002902.09.2011; 16:57
mucha0029Prawdziwy Valencianista z krwi i kości ! :) Mało który człowiek wie zapewne więcej o klubie niż Espaneta :)
Amunt Espaneta !!
2. bartexb02.09.2011; 17:24
bartexbJak na ironie wysłałem artykuł interii na e-mail redakcji czy mogliby umieścić je na stronie vcf.pl ;p
3. Zakkusu02.09.2011; 17:30
Aż wstyd przyznać, ale do dzisiaj nie wiedziałem dokładnie kim był Espanyeta O_o Sądziłem, że to jakiś piłkarz były, albo trener, coś w tym stylu.
Ale cieszę się, że mamy takiego kogoś, który jest żywą legendą i jego serce na dobre i na złe jest oddane Valencii. Amunt! :)
4. Zakkusu02.09.2011; 17:55
Jak ktoś nie wiem to w turnieju w Murcii zajęliśmy 1 miejsce.

http://www.youtube.com/watch?v=Dw5EiqomDqU&feature=player_embedded

Malaga 0-2 Valencia
Valencia 1-1 Villarreal
Malaga 1-1 Villarreal
5. Ashkan02.09.2011; 22:31
jaka brama Jonasa !
6. Venithil02.09.2011; 22:43
Bramką Jonasa podniecało się już wystarczająco dużo osób, że moglibyśmy założyć dla niej nowy temat na forum albo nowy news.

Proponuję nazwać go "czy Messi kopiuje styl Jonasa" czy cuś w ten deseń.
7. Ashkan02.09.2011; 22:47
Teraz wróciłem z pracy , więc teraz się podniecam ,proste.
8. kubastepniak2202.09.2011; 23:10
w stylu ala messi gol jonas
9. DavidVilla9502.09.2011; 23:23
DavidVilla95ala Ronaldo.
10. Fuh02.09.2011; 23:28
FuhJa mysle, ze Jonas strzelil bramke a'la Jonas.
11. DavidVilla9502.09.2011; 23:36
DavidVilla95Nie.
12. chiefer02.09.2011; 23:57
chieferTak, tak, takich gwiazd jak Espanieta i Manolo to zazdrości nam cała Hiszpania.

PS. Czy ktoś wie może co za orkiestra dęta przygrywa na meczach na Mestalla? Brzmi to jak taki swoisty jazz-flamenco ;).
13. KilyVCF03.09.2011; 00:04
KilyVCFBuonanotte a'la Poborsky :)
Kiedyś taką bramkę Ximo strzelił.
14. Venithil03.09.2011; 00:58
Chrzanię porównania do, za przeproszeniem, "put" i "kureskich". Cristiano Ronaldo kopiuje styl Jonasa, a Messi to Katalońska wersja Piattiego. Właśnie tak, nie na odwrót.Koniec pieśni.

Mam nadzieję, że Jonas i Soldado przebywając na raz na boisku będą się liczyć w klasyfikacji króla strzelców obaj. Ponadto chciałbym, żeby ponownie gracz Valencii zgarnął Trofeo Zarra.
15. DavidVilla9503.09.2011; 13:05
DavidVilla95Venithil,

Chyba nie sądzisz, że mi chodziło o tego Ronaldo z Realu? :O
16. chiefer03.09.2011; 14:06
chieferŚmiem przypomnieć że zarówno jeden Ronaldo jak i drugi byli z Realu.

A co do porównań to tak już jest że zawsze aspirujących porównuje się do tych najlepszych. Bez względu więc na to czy ktoś nie lubi "put" czy "kureskich" i czy ma w głębokim poważaniu Krystynę oraz Pchłę to oni stanowią w tej chwili wzór do porównywania.
17. Fuh03.09.2011; 19:54
FuhChiefer, mow za Siebie, dla mnie nie sa oni zadnym wzorem.
18. chiefer03.09.2011; 23:38
chieferDla ciebie nie, bo jesteś fanatykiem, a fanatyk to określenie pejoratywne.
Mam kumpla w pracy, jest fanatykiem Barcy. Współczuję mu bo nie jest w stanie nigdy patrzeć obiektywnie na piłkę. Jego postawa przypomina małego chłopca którego na podwórku nikt nie lubi a i tak uważa się za najfajniejszego. Cóż, aby móc być obiektywnym potrzeba pokory, a to towar deficytowy w dzisiejszych czasach.

PS. Jak mawia mądra księga "Pycha chodzi przed upadkiem ale pokora poprzedza chwałę".