VCF.pl - Strona Główna
Panel użytkownika załóż konto przypomnienie hasła
RSS RSS

VALENCIA CF – AKTUALNOŚCI

ABC VCF cz. 1

Lolek, 03.11.2009; 21:07

Skojarzenia pierwszych liter

Każdy kibic ma swoje odczucia dotyczące ukochanego klubu. W tym wypadku nie jestem wyjątkiem - będąc fanem Nietoperzy od przeszło sześciu lat dzieliłem z klubem chwile niepowtarzalnej chwały, jak i również - niestety - niepowetowanych klęsk. Owe wydarzenia pozwoliły mi na stworzenie osobliwego alfabetu, w którym postaram się ukazać nie tylko powody pozwalające mi czuć dumę, ale i wstyd.

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że mimo masy skojarzeń, które nasuwały mi się do każdej litery od kilku dni, wybrałem te najistotniejsze dla mnie. Dla niektórych mogą być one słuszne, dla innych wręcz kontrowersyjne. Dlatego z jednej strony prosząc o wyrozumiałość, z drugiej zachęcam do dyskusji dotyczącej Waszych skojarzeń kolejnych liter alfabetu z Valencią na naszym FORUM.

A jak Albiol - dla mnie ten piłkarz przez ostatnie kilka sezonów był wizytówką naszej obrony. Z meczu na mecz nabierał pewności siebie i zdobywał niezbędne doświadczenie. Kiedy wydawało się, że będzie chlubą Valencii do końca kariery... pojawił się Pan Perez wraz ze swoją wizją "hiszpanizacji" Realu Madryt. Manuel Llorente wolał poświęcić lojalnego, kochającego klub Albiola za zbuntowanego, chcącego zdobywać tytuły i zarabiać większe pieniądze Villę. Nie mi kwestionować sens tego transferu, bo jak na razie Raul w Madrycie nie zachwyca. Jednak samo podejście zarządu wolącego zarobić na sprzedaży młodego reprezentanta Hiszpanii wprawiło mnie najpierw w osłupienie, zmieniające się z czasem w rozpacz. Pozostaje nadzieja, że Albiol wróci do nas po wygaśnięciu obecnego kontraktu, lecz nie oszukujmy się. Nadzieja ta jest nikła.

B jak budżet - cóż tu dużo mówić. Nieprzemyślane transfery, rozrzutność Solera i chęć dorównania innym wielkim klubom staczały Valencię na dno. Dno, którego nie dostrzegał ówczesny Pan i Władca klubu, Juan Soler. Tymczasem sytuacja stała się na tyle dramatyczna, że spółce groziła upadłość, co wiązałoby się z koniecznością sprzedaży wszystkich wartościowych aktyw, w tym i zawodników. Wprawdzie emisja akcji ustabilizowała na chwilę budżet, ale nie wiadomo, co będzie dalej. Na razie włodarze snują optymistyczne plany powrotu Valencii do europejskich elit w postaci awansu do Ligi Mistrzów, mające dać jej dodatkowe przychody. Czy to starczy na utrzymanie w zespole gwiazd i dalsze funkcjonowanie? Czas pokaże.

C jak Cañizares - dla mnie niepowtarzalny bramkarz, jeden z najlepszych, jaki kiedykolwiek bronił na hiszpańskich boiskach. Wiele razy ratował drużynę przed porażkami. Przez cały swój pobyt w Valencii niewątpliwie jeden z liderów drużyny i idol całych rzesz ludzi. Tutaj zdobywał tytuły i święcił momenty największej chwały. To, w jaki sposób potraktowano go u schyłku kariery, nasuwa na usta jedno słowo - hańba. Koeman zepsuł mu chyba cały pobyt w Valencii, dodatkowo starając się zniszczyć legendę El Dragona. Z dnia na dzień stał się symbolem sprzeciwu przeciwko jednemu z najgorszych trenerów w historii. Dla tych, co pragną sobie przypomnieć wspaniałe interwencje Cañizaresa - zapraszam tutaj.

D jak drużyna - kto powie, że Valencia kiedykolwiek opierała się tylko na indywidualnościach, kłamcą jest i basta. Nawet teraz, kiedy w jej szeregach gra najlepszy napastnik świata, piłki nie wędrują tylko do niego. Klub ten od zawsze był monolitem, w którym każdy piłkarz starał się wykonywać swoją robotę. Koleżeństwo, zaufanie, współpraca - te określenia niemal zawsze pasowały do obrazu gry Valencii. Od Cúpera, przez Beniteza, do Floresa i Emery'ego - drużyna zawsze była jednością. Pozostaje nam modlić się, aby zostało tak na zawsze. Jak opłakane skutki może przynieść skupienie całej ofensywy na jednym piłkarzu daje przykład Cristiano Ronaldo.

E jak Emery - kontrowersyjny trener. Dla jednych solidny i pracowity, dla drugich przeciętny i niezbyt bystry. Osobiście uważam go za szkoleniowca perspektywicznego i mającego ogromny potencjał, ale to nie jest to, czego szuka Valencia. Gwiazdozbiór piłkarzy potrzebuje kogoś, kto poprowadzi go do zwycięstwa i wymarzonego tytułu. Mając taki potencjał, drużyna powinna grać w Lidze Mistrzów już w tym sezonie. Skończyło się na Lidze Europejskiej. Jak to mówią - lepszy rydz niż nic, ale niedosyt zostaje... Ostateczny wyrok zapadnie jednak dopiero pod koniec sezonu.

F jak Fundació Valencia - organizacja zrzeszająca sympatyków Valencii nie chcących dopuścić do kolejnego samodzierżawia w klubie. Proces demokratyzacji już się rozpoczął, co pozwala optymistycznie patrzeć w przyszłość. Brak Solera lub człowieka jego pokroju? Kamień od razu spada z serca. Osobiście uważam tę fundację za jedno z lepszych przedsięwzięć ostatnich lat na rzecz klubu. Oby udało się spłacić zaciągnięty przez Fundació kredyt, a wszystko powinno pójść po myśli założycieli organizacji i dać upragnioną przez wielu demokrację.

G jak Göteborg - w tym szwedzkim mieście Valencia zdobyła swoje ostatnie znaczące trofeum - Puchar UEFA. Rok 2004 był rokiem ogromnych sukcesów - w tym właśnie sezonie hiszpański klub zdobył również tytuł mistrza Hiszpanii oraz Superpuchar Europy. Po tym jakże udanym sezonie drużynę opuścił Rafa Benitez, ojciec sukcesów zespołu. Od tamtego czasu Valencia nie może się odnaleźć na arenie międzynarodowej. Miejmy nadzieję, że już niedługo będziemy mogli cieszyć się kolejnymi triumfami, tym razem w Lidze Mistrzów. Przypomnijmy sobie moment wręczenia pucharu - ku pokrzepieniu serc.

H jak Hiszpania - doskonale wiemy, że Valencia swoją drużynę opiera na krajowych zawodnikach. Obcokrajowcami w obecnej "11" są jedynie Mathieu, Miguel oraz Ever, co jest fenomenem na skalę europejską. Co więcej, część z nich staje się podporą kadry - Silva, Villa, Marchena, do niedawna także Albiol, Albelda, Vicente czy Baraja. Wkrótce na stałe do reprezentacji zawitać mogą Pablo oraz Mata. Jak widać, szkółka Valencii wypuściła wiele talentów, ale nie tylko - skauci wykazali się wielką intuicją, promując akurat tych piłkarzy. Pozostaje nam mieć nadzieję, że szkółka piłkarska Valencii nadal będzie powijać równie znakomitych graczy.

I jak Inversiones Dalport - zmora, katastrofa i plaga Valencii. W najgorętszym okresie walki o władzę od wielu, wielu lat ta spółka miała największe szanse na jej przejęcie. Olbrzymie pieniądze, które miały być zainwestowane w klub, okazały się fikcją. Wprawdzie Urugwajczycy z niesamowitą determinacją dążyli do objęcia rządów i doprowadzali wielu fanów do skrajnej agresji, to mimo wszystko ich działalność przyniosła kilka korzyści. Było to między innymi usunięcie Silli, Solera oraz Soriano z gry o fotel prezesa. Więcej na ten temat dowiecie się tutaj - za sprawą Ulesława zostało sporządzone kalendarium opisujące działania Dalport krok po kroku. Miłej lektury ;)

J jak Jednonogi - taki przydomek można nadać Vicente. Wprawdzie kontuzje nękają obie jego nogi, to nawet jeśli jedna jest zdrowa, coś złego dzieje się z drugą. Klubowi lekarze nie mają pojęcia, co dokładnie piłkarzowi dolega. Stosują zmienne metody, które od przeszło dwóch lat nie dają efektu. Czy możliwym jest, aby tak wyśmienity swoimi czasy gracz skończył karierę w takim wieku? Niestety tak. Jeżeli stan zdrowia Vicente nie poprawi się do końca obecnego sezonu, to chyba najlepszym rozwiązaniem byłoby rozwiązanie kontraktu z piłkarzem. Przy obecnej kondycji finansowej Valencii półtora miliona € oszczędności to niewyobrażalny skarb.

K jak Koeman - o, zgrozo. Największy nieudacznik spośród trenerów, którzy mieli zaszczyt prowadzić Valencię. Claudio Ranieri również nie był trenerem wybitnym, ale nie miał "okazji" spuścić klubu z La Liga. Był zarzewiem wszystkich konfliktów w klubie, twórcą najbardziej mizernej myśli taktycznej, a w dodatku totalnym bezmózgiem. Nie potrafię inaczej nazwać trenera, który wystawia napastnika na pozycji bocznego obrońcy (vide Arizmendi). Na dodatek mało nie doprowadził do konieczności wypłacenia 60 mln € odszkodowania dla... Albeldy. Ogólnie był chodzącą katastrofą. Dzień jego zatrudnienia można śmiało nazwać dniem, w którym zatrzymała się Valencia. Dzień pożegnania - miejscowym świętem.

L jak Legendy - jest ich zapewne wiele. Skupiłbym się jednak na trzech ostatnich, mianowicie Cañizaresie, Angulo i Albeldzie. Cała trójka została bez skrupułów zlinczowana przez wyżej zbluz... opisanego Koemana, który ni z tego, ni z owego orzekł nieprzydatność tejże trójki w zespole. Było to szokiem nie tylko dla kibiców, ale i dla nich samych. O ile Santiago przyjął wieść z wyraźnym niezadowoleniem i zakończył karierę, o tyle Angulo nie poddał się i trenował, nieraz odizolowany od zespołu na polecenie Holendra. Gloria i chwała mu za to - na naganę zasługuje natomiast Albelda. Piłkarz, który powinien przyjąć każdą decyzję z godnością godną kapitana, okazał się wykalkulowanym biznesmenem. Wniósł bowiem oskarżenie do sądu. Gdyby sprawę wygrał, klub musiałby zapłacić mu 60 mln €. Wręcz niewyobrażalne, niestety prawdziwe. Na szczęście doszło do porozumienia między piłkarzem a zarządem, a gracz nadal występuje w klubie. W atmosferze glorii i patosu chciałbym zakończyć tę część moich wywodów, chyląc mimo wszystko czoła każdemu z nich i polecając film autorstwa Miancio. Niech Moc będzie z nimi.

Kategoria: Felietony | Własne skomentuj Skomentuj (23)

KOMENTARZE

1. El_Duderino03.11.2009; 21:40
El_DuderinoAMUNT !
Koemana powinno się wytoczyć w smole i gnoju i wypędzić w stroju Adama z Lewantu.
2. LSW03.11.2009; 21:52
LSWFajny tekst.

Mam pytanie.
"za zbuntowanego, chcącego zdobywać tytuły i zarabiać większe pieniądze Villę"
Na podstawie czego pada takie stwierdzenie? Wywiadów Villi, w których mówił, że kocha Valencię i odejdzie tylko, gdy klub będzie tego chciał? Bo ja pamiętam takie jego wypowiedzi. Być może nie pamiętam, nie czytałem wszystkich wywiadów a w nich mówił coś innego.
Jeśli chodzi o "A", to ja osobiście wpisałbym tam Angulo. Nie pamiętam drugiego piłkarza z ostatnich lat, który na to miejsce w "A" zasłużyłby sobie bardziej.

Co do Albeldy.
"Piłkarz, który powinien przyjąć każdą decyzję z godnością godną kapitana"
Czy możesz rozwinąć to? Na czym miałoby to polegać? Że uściśnie dłoń Koemana i powie "masz rację" ? Angulo jako człowiek skromny i ambitny trenował sam pomimo wszystkiego. To nie jest człowiek, który wychodzi przed szereg, stawia się ostro. Canizares miał swoje lata, bogatą karierę i w sytuacji gdy klub go olał przyspieszył (pewnie o rok) decyzję o zakończeniu kariery.
Albelda zawsze był walczakiem. Zarząd trio naszych piłkarzy miał w d***. David to jest twardziel i nie będzie pozwalał sobą pomiatać. Trener był przeciwko niemu, zarząd uciekł. Co miał robić? Mógł cicho trenować, ale to nie jest człowiek, który siedzi cicho. Ja go podziwiam, że miał odwagę się postawić. Swoje dla klubu zrobił i Rudy ani nikt inny nie miał prawa traktować tak któregokolwiek z piłkarzy.
Oczywiście nie twierdzę, że było to eleganckie, ale ani Koeman, ani zarząd nie byli eleganccy.
3. zając43503.11.2009; 22:07
zając435Przytoczył autor tekstu ile zła dał nam Koeman
4. El_Duderino03.11.2009; 22:31
El_DuderinoO Angulo jest przecież w "Legendach".
5. El_Duderino03.11.2009; 22:45
El_DuderinoA jak Atletico , które odpadło z LM.
Teraz się skupią pewnie na lidze i następny konkurent w walce o LM.
6. velk03.11.2009; 23:03
Liczę na to, że będzie dalsza część od M. Świetna robota.
7. Arek25049403.11.2009; 23:13
Arek250494LSW
Do litery "A" należy się miejsce Ayali , odkąd odszedł Valencia nikogo nie znalazła który by dorastał mu umiejętnościami , jedynie Albiol miał wystarczający potencjał by być lepszym od niego ale jego talent wykupił real. Jeżeli chodzi o Angulo jego świetlana gra odeszła kilka sezonów temu i sprzedaż jego była słuszna bo po co płacić za kogoś co wogule nie gra. Albelda miał piękną chistorie ale wraz z przyjściem Koemana opadał z sił nieszablonowego pomocnika , ale jego ostatnie występy wskazują że nie można go skreślić
8. LSW03.11.2009; 23:19
LSWArek250494,
można by wpisać jeszcze Anglomę czy Aimara.
Nieważne czy któryś z nich, czy Angulo, czy Ayala. Ale Albiol i tak byłby wg mnie poniżej nich.
9. chiefer03.11.2009; 23:26
chieferNarażę się na atak, ale będę bronił Koemana. Fakt, źle wszedł w drużynę. Fakt, pogubił się. Fakt, okazał się niewypałem. Fakt, należą się mu słowa krytyki. Kto jednak oprócz niego osiągnął cokolwiek z Valencią po epoce Beniteza? Koeman wyraźnie został zatrudniony po to aby wstrząsnąć drużyną i posadzić święte krowy na ławce, więc nie wiem kto tu jest bardziej winny on, czy jego ówcześni pracodawcy których ekscesy i ekstrawagancje powszechnie znane są wszystkim.
Za parę lat nikt nie będzie pamiętał jakim trenerem był Koeman, ale we wszystkich annałach będzie można przeczytać że zdobył on z klubem Copa del Rey.
10. Lolek03.11.2009; 23:40
LolekLSW

Kiedy Villa powiedział, że nigdy nie odejdzie? Stwierdzenie, że "kocha klub" nie jest jednoznaczne z tym, że z niego nie odejdzie. Popatrz na Albiola- kochał Valencię, a odszedł. Podobno Villa płakał kiedy dowiedział się, że Valencia nie puści go do Barcelony. Myślisz, że on nie zna swojej wartości? Najlepszy napastnik świata, mogący grać w lepszej drużynie, zarabiać większe pieniądze chce zostać w ligowym średniaku (niestety- siódme miejsce)? Nie wydaje mi się...

Co do Albeldy. Mnie naprawdę nie rusza jego charakter. Waleczny, twardziel? Niech to pokaże na boisku. Ostatnimi czasy- poza 2, 3 meczami- nie pokazał nic. Prawda, Angulo trenował z resztą drużyny. To znaczy że się ugiął? A zdajesz sobie sprawę, jak Koeman musiał być wściekły, kiedy widział go biegającego po drugiej stronie boiska? Chciał zrobić komuś na złość, odegrać się- triumfował, patrząc na Albeldę. Dostawał furii, widząc Angulo. Poza tym te 60 mln, które Albelda chciał wycisnąć z klubu, było ciosem poniżej pasa. Może tutaj też powiesz, że "kochał klub"?

Właśnie z literą A miałem największe problemy. Ostatecznie było dwóch kandydatów, Albiol i Ayala. Padło na Albiola, gdyż on jest bardziej, że tak powiem, "aktualny". Ayala był świetnym grajkiem, owszem. Ale Albiol miał być naszą przyszłością, drugim Ayalą że się tak wyrażę. Dlatego ostatecznie wybrałem Hiszpana.

P.S. Właśnie po to założyłem temat na forum, abyście tam dawali swoje propozycje ;)
11. LSW04.11.2009; 00:04
LSWLolek

Tak to mi nie odpowiadaj. Ty się mnie pytasz "Kiedy Villa powiedział, że nigdy nie odejdzie?" To Ty piszesz, że Villa jest zbuntowany, chce zarabiać większe pieniądze i stawiasz go jako przeciwieństwo Albiola, który był lojalny, nie chciał zarabiać większych pieniędzy. Twierdzisz, że Villa chciał odejść. Pytam się na podstawie czego tak uważasz. Nie zrzucaj na mnie odpowiedzialności na udowodnienie, że nie chciał. To nie ja piszę felieton, w którym negatywnie oceniam jednego z piłkarzy i mu coś zarzucam.

"Koeman musiał być wściekły, kiedy widział go (Angulo) biegającego po drugiej stronie boiska" A myślisz, że jak klub przez jego decyzję mógł stracić 60 mln euro to skakał z radości? Myślę, że cały się trząsł ze strachu.

"Poza tym te 60 mln, które Albelda chciał wycisnąć z klubu, było ciosem poniżej pasa." Najpierw mocno w jaja kopnął go Koeman. Potem poprawił zarząd. Koeman przyszedł i poszedł. Legendy klubu go nie ruszały. Ale zarząd klubu wiedział co przez lata dla VCF zrobił Albelda. Tym samym obojętność na wydarzenia była jeszcze mocniejszym ciosem niż decyzja Holendra.
"Może tutaj też powiesz, że "kochał klub"?" To nie ma nic do rzeczy. Walczył o swoje prawa. Gdzie miał iść? Do prezesa klubu? Był. Potem poszedł do sądu. Chciał być w zespole, grać. Ta kwota była po to, żeby przestraszyć Koemana. Miał powiedzieć milion? Jeszcze by mu zapłacili i kazali spieprzać.
Wyobraź sobie, że przychodzi do klubu nowy trener i odsuwa całkowicie od składu Silvę, Matę i Villę. Silva idzie do prezesa a ten nic nie robi. Idzie do sądu i żąda 60 mln albo przywrócenia do drużyny. Też tak zbesztasz Silvę?
12. Lolek04.11.2009; 00:23
LolekWedług tego, co czytałem- a ta umiejętność jest przeze mnie opanowana- to Villa w wywiadach co jakiś czas podkreślał, że odejdzie, jeżeli "zechce tego klub". Klub się nie zgodził- David płakał. Oglądasz raz na jakiś czas mecze? Polecam obejrzenie szczególnie tych, w których Valencii się nie powiodło. Na pewno są w VCF Video, np. mecz ze Sportingiem. Uważasz, że gracz, który po stracie bramki krzyczy sobie do nieba, kopie piłki z całej siły w trybuny, nie jest zbyt... emocjonalny? Owszem, zdenerwować się można. Ale nie do takiego stopnia. Na początku sezonu w grze Villi widać było agresję, niechęć. Myślisz, że to było spowodowane tym, że drużyna źle grała? Akurat dziwnym trafem było to zaraz po tym, jak zerwano negocjacje z Barceloną.

I jeszcze odnośnie Albeldy. Może źle się zrozumieliśmy- rozumiem częściowo jego reakcję. Fakt, miał powody. Ale powiedz mi- skąd się wzięła kwota 60 milionów? TO jest dla mnie niezrozumiałe. Sądy, apelacje- wszystko w porządku. Ale są pewne granice. Niektórych nie powinno się przekraczać. A jako kapitan, wychowanek, długoletni piłkarz, zdobywający za swoich czasów tytuły (dodać coś jeszcze?), przekroczył granicę, i to zdrowo. Osobiście mam do niego jeszcze uraz za to, co zrobił. Jeżeli Ty się nie przejmujesz, że mógł zrujnować Valencię, to dobrze. Panuje wolność słowa i każdy może mieć swój pogląd na daną sprawę.

I tak, Silvę również oskarżyłbym o chęć zarobku. Nie ma świętych krów. Powtarzam, można domagać się odszkodowania. Odszkodowania, a nie kwoty, za którą można by wyżywić pół Afryki.
13. LSW04.11.2009; 00:37
LSWO tym, że Villa mówił, że odejdzie jak klub zechce to wiem i pisałem. Sam napisałeś wcześniej, że "Podobno Villa płakał (...)". Istotne jest słowo "podobno". Jeśli masz wiarygodne źródło, które mówi że Villa płakał, że chciał odejść, to przyznam Ci rację. Zresztą pytałem właśnie o to. Na podstawie czego pada stwierdzenie, że Villa chciał odejść.

Odnośnie Albeldy. Ty uważasz, że przekroczył pewną granicę, ja nie. Sami nie dojdziemy do tego, kto ma racje i gdzie granica leży :-)
Co do kwoty 60 mln euro, to jeśli dobrze pamiętam taka kwota widniała w kontrakcie odnośnie odszkodowania za zerwanie kontraktu. Widać Albelda uznał, że skoro za kadencji Koemana nigdy nie zagra, to kontrakt został zerwany. Albo klub powinien przywrócić go, albo pozwolić odejść do innego klubu skoro już był niepotrzebny.
14. Lolek04.11.2009; 00:46
LolekWiarygodne źródło w tym wypadku będzie i tak wątpliwe- AS poda inaczej, LP inaczej, SD inaczej, katalońce inaczej... Gdzieś to wyczytałem, tyle pamiętam. Ale powtarzam- zwróć uwagę na zachowanie Villi na boisku. Wiele da się z niego wyczytać, polecam obejrzenie meczy z początku sezonu.

Spór zatrzymał się na Albeldzie widzę ;) jesteś pewien, że Davis ma w kontrakcie klauzurę 60 milionów? Jeżeli nawet tak, to wychodzi na to, że on sam musiałby tyle zapłacić- wszak to on chciał odejść z drużyny, klub nie chciał go tylko puścić! Logicznie rzecz biorąc, płaci ten, kto chce mieć kartę zawodniczą danego piłkarza. Chciał ją mieć Albelda- mógł wykupić. Za 60 mln, jak to było w kontrakcie ;]

Zrozumiałbym kwotę, która pozostałaby mu od momentu zerwania kontraktu aż do końca jego ważności. Zrozumiałbym nawet ten milion, dwa więcej. Ale 60 baniek to jest rozbój w biały dzień!

15. LSW04.11.2009; 01:01
LSWZachowanie Villi było podobne do tego z końcówki sezonu. Może się trochę poczuł jako gwiazdor, ale liczba goli w tym sezonie nie wzięła się z przypadku. Starał się bardzo to bramki strzelał.

Albelda
Klub nie chciał go puścić, on chciał mieć wolną rękę. Zgadza się. Ale chciał odejść dlatego, że klub nie pozwolił mu grać, czyli robić tego co powinien.
Cytaty:
"Do hiszpańskiego Sądu Pracy trafił pozew, w którym były kapitan Valencii domaga się od swojego klubu kwoty 60 mln euro tytułem odszkodowania za bezpodstawne odsunięcie go od gry, poniżenie jego godności oraz brak zgody na wcześniejszą propozycję "przyjaznego" rozwiązania wiążącej go z klubem umowy."

"Kwota 60 mln euro nie jest przypadkowa - jest ona równa klauzuli odejścia wpisanej w kontrakt zawodnika, i - jak argumentuje prawnik piłkarza - Francisco Guillem - skoro taka kwota musiałaby wpłynąć na konto Valencii, gdyby inny klub zechciał wykupić Albeldę, Valencia rezygnując z usług swojego byłego kapitana, jednocześnie nie chcąc rozwiązać z nim kontraktu, winna sama zapłacić takie odszkodowanie."

"Według prawnika Albeldy, działania jego klienta nie są wymierzone w sam klub, ale raczej osoby, które stoją na jego czele, a które dopuściły się poniżenia godności byłego kapitana swojego klubu oraz bezpodstawnie odsunęły go od gry, stawiając w sytuacji bez wyjścia."

Wydaje mi się, że wpływ na to miał też fakt, że:
"do porozumienia z zarządem Valencii doszedł Santiago Canizares, który uzgodnił warunki skrócenia kontraktu o rok."
Skoro można było skrócić kontrakt Canizaresowi to czemu nie Albeldzie? I tak nie chcieli by grał.
16. Peteroso04.11.2009; 09:22
Kilka uwag do autora "felietonu":
1. Właśnie głębszego spojrzenia na temat ABeCadła Valencii brakuje mi w tekście autora
2. To że jest autor kibicem Valencii od ponad 6 lat (podobnie jak i ja) nie uprawnia go do tego by swoje abecadło opierać tylko na tym właśnie okresie bytu VCF na hiszpańskich i światowych boiskach. Przydałby się (jeżeli autor chciałby utrzymać formę swojego tekstu w formacie felietonu a nie wpisu na byle jakim forum - a myślę że to było ambicją autora) większy wstęp, chwilowe spojrzenie z boku na to czym była u podstaw tworzenia i czym jest dziś Valencia, po czym dopiero przejście do osobistego wyboru dla danej kolejnej litery alfabetu.
3. Być może każdej literze należałoby poświęcić jeden odcinek alfabetu prezentując różnych kandydatów (osoby, piłkarzy, wydarzenia) do miana reprezentanta alfabetu VCF.
4. Powyższe nie jest krytykanctwem autora i jego zamierzeń a jedynie krytyką konstruktywną (mam nadzieję), która być może pomoże autorowi na nieco inne (głębsze) spojrzenie na niniejszy temat.

Niniejsze uwagi prezentuję jako osoba, która z ogromną chęcią chciałaby taki artykuł przeczytać oraz nad tematem podyskutować - nie mnie jednak bez głębszego, jak już wspomniałem, spojrzenia na temat nie ma na to szans, bowiem niniejszy "felieton" wygląda trochę jak zlepek prasowych doniesień z kilku ostatnich lat pojawiających się na tej stronie.

Być może (i tutaj uwaga do wszystkich osób prowadzących serwis) warto byłoby zastanowić się nad uruchomieniem osobnego działu w postaci HISTORIA, w której takie właśnie felietony miały sens bytu - chodzi nie tylko o przedstawianie aktualnych wydarzeń z życia klubu ale również wychowywanie kibiców, a to zawsze bierze się z historii danego klubu.

Jeszcze raz mam nadzieję, że nie uraziłem niniejszym komentarzem autora tekstu a być może zachęcę do pogłębionej pracy nad nim.
17. Lolek04.11.2009; 10:49
LolekPeteroso- rozumiem Twoje rozgoryczenie formą tekstu. Jednak chciałbym się w tym momencie usprawiedliwić- mianowicie, gdy dodajemy newsy, mamy do wyboru kilka kategorii. Moim zdaniem kategoria "Felietony" bardziej pasuje niż np. "Plotki transferowe", "Raporty medyczne" czy też "Składy". Wiem, jak wygląda felieton, jednak z powodu dosyć wąskiej możliwości wyboru najtrafniejszą zdawała się być właśnie ta, co wybrałem. Nie miał to być felieton "czysty", tylko moje osobiste spostrzeżenia.

Co do reszty Twoich wątpliwości:
1. Co rozumiesz poprzez "głębsze spojrzenie"? Widzisz, to nie jest takie łatwe. Głębsze spojrzenie pozwoliłem zostawić dla siebie, bo byłoby tego naprawdę sporo. Przytoczyłem tylko wnioski- wszakże nie jestem zobowiązany pisać wszystkiego, co mi przyjdzie do głowy, prawda?
2. Tutaj także się nie zgodzę. Wytłumacz mi jedno. Mam obecnie 20 lat. Jak mogłem napisać o czymś, czego nie byłem świadkiem? Skupiłem się na wydarzeniach, które dotyczą dzisiejszego kibica VCF w dosłownym znaczeniu. Co mógłbym powiedzieć o np. założeniu klubu, skoro nie byłem świadkiem tego wydarzenia i nie mam zajętego w tej sprawie stanowiska? Dla mnie taka forma byłaby bez sensu.
3. No cóż- od tego założyłem temat na forum. Tam możemy dyskutować sobie dowolnie na temat potencjalnych kandydatów na każdą literę. Wprawdzie pomysł nie jest głupi, ale jako student prawa mam również inne obowiązki, które niestety są priorytetami i zajmują sporo czasu ;)

LSW- z końcówki sezonu? To również wiele wyjaśnia. Piłkarz z takimi aspiracjami nie zadowoli się byle ochłapem, w tym przypadku Ligą Europejską. W porównaniu z końcówką ostatniego sezonu to jego wściekłość i tak jest zdublowana.

Przytoczyłeś wypowiedź agenta Albeldy. To jest JEGO zdanie, a głównym celem było wyciągnięcie z klubu jak najwięcej kasy. Wychodzi na to, że popierasz w większym stopniu złodziei niż klub? To, że nie chcieli, by grał nie jest równoznaczne z tym, że trzymali go na siłę. Soler aż tak głupi to by nie był, nie wierzę w to.
"Klub nie chciał go puścić, on chciał mieć wolną rękę. Zgadza się. Ale chciał odejść dlatego, że klub nie pozwolił mu grać, czyli robić tego co powinien. "- z tego zdania wynika, że podobny pozew może złożyć Zigic, del Horno, Maduro, Baraja, Alexis... Nie można tego tłumaczyć w taki sposób, bo to wiedzie donikąd. Zgadzam się- klub postąpił źle. Jednak nie do zrozumienia jest fakt, że Albelda chciał takie pieniądze. O to głównie chodzi, nie o to, czy miał rację idąc do sądu czy nie, tylko o kwotę, która była wręcz absurdalna.
18. Lizzy04.11.2009; 12:17
Nie wiem czy dobrze rozumiem tutaj intencje dotyczące Villi, ale jednak znalazłem wywiad z Guaje udzielony dziennikarzowi SD. Oto fragment:

Zatem co było najtrudniej wymazać z pamięci?

„Być może chwila, kiedy powiadomiono mnie o tym, że dla wszystkich byłoby lepiej, żebym opuścił Valencię. Dla wielu ludzi może byłaby to radosna nowina, lecz dla mnie, piłkarza tak kochającego ten klub, z takimi ambicjami i wspólnymi celami, było to niezwykle ciężkie przeżycie. Dziękuję teraz Bogu, że sytuacja ta uległa zmianie, a o wszystkim mogłem zapomnieć”.

Podobno na wieść o tym podczas turnieju w Republice Południowej Afryki rozpłakałeś się, to prawda?

„Tak, tamte chwile spędziłem bardzo źle. Wiele się wtedy wydarzyło, ja natomiast musiałem to przyjąć do siebie, cały czas zresztą będąc przyklejonym do telefonu, zdawałem relacje mojej rodzinie. Przeżywałem naprawdę złe momenty dlatego, że musiałem wybierać. Poza treningami nieustannie rozmyślałem o sytuacji w jakiej się znalazłem i do końca nie chciałem wierzyć, że była ona prawdziwą. Może gdybym był innym człowiekiem postąpiłbym inaczej, ale wtedy próbowałem nie zaprzątać sobie tym głowy i trenować dalej. Gdybym posiadał inną osobowość pewnie zaakceptowałbym postanowienie władz, lecz mógłbym później stracić szansę na dobrą grę oraz świetny rezultat w Pucharze Konfederacji. Jestem z siebie dumny, gdyż losy w przypadku innego zawodnika potoczyć mogłyby się inaczej”.
19. Lizzy04.11.2009; 12:22
Chcę tylko tą wypowiedzią uściślić intencje Davida. Nigdy oficjalnie i publicznie nie wyraził chęci przenosin do innego klubu. Dodatkowo w tych dwóch pytaniach dokładnie wyjaśnia jego emocje podczas zawirowań transferowych. Piłkarz, który płacze z powodu odejścia z klubu to dla mnie maksymalny szacunek i co będzie z nim dalej tak pozostanie. Jeżeli chodzi o Albeldę, niedawno miałem do niego jeszcze ogromny żal, który z czasem przeszedł. Jeżeli "legenda" klubu dba o własny interes w głównej mierze, to nie przystoi. Sprawy mógł załatwić w inny sposób, jednak on wolał ciągać się po sądach.
20. kubik04.11.2009; 16:22
Jeśli chodzi o spór o Albelde, mozna dodac ze jego koledzy z druzyny uwazaja podobnie jak Lolek nie wybierajac go kaptanem ani nawet w 3 vicekapitanów.
21. cavanagh04.11.2009; 16:58
cavanaghnei rozumeim co Wy piszecie, chciał zmienić klub, po tym jak szefowie odsuneli go od druzyny, a nawet nie umożliwili mu przejscia do innej druzyny, poza tym, facet który neimal całą swoja kariere spedził w VCF, wywala sie do na zbity ryj jak, jak chłopca do czyszczenia trampków, domagał sie 60 mln, ale oczywiscie było wiadomo że takiej sumy nei dostanie, chodziło o sam wydzwiek, powtarzał że nie chodzi o udeżenie w Valencie, ale w konkretną osobe, którą był Soler, Albelda został wyrzucony jak dzieciak z domu, bez żadnego szacunku, wtedy popierałem go, chciałem zeby wygrał sprawe a Soler musiał zapłącić kase, do tąd zdania nie zmieniłem.
22. cavanagh04.11.2009; 17:01
cavanaghWyżej pisz eoczywiscie o Albeldzie ;)
23. Algir04.11.2009; 17:58
W starciu niczym nie uzasadnionego idealizmu z pragmatyzmem wolę tę drugą postawę - takie pojęcia jak szacunek i przywiązanie do klubu też mają swoje granice.
Jeżeli klub (trener, zarząd, ktokolwiek mający taką możliwość) daje kopaczowi do zrozumienia że jest niepotrzebny, to powinien liczyć się z tym, że "nie ma akcji bez reakcji". A reakcja Abeldy była zajebista - w jej efekcie nadal jest w klubie i gra. A biedny Angulo został spławiony...

Kopacz też ma rodzinę, zobowiązania i inne pierdoły - słowem za pracę należy mu się wynagrodzenie. Jeżeli dodatkowo klub nie pozwala mu podjąć nowej, to sytuacja jest patowa - wg mnie ma prawo wykorzystać dostępne środki, by móc normalnie pracować/grać/żyć.

A tekst fajny - jest podstawą do dyskusji i o to w tym chodzi