VCF.pl - Strona Główna
Panel użytkownika załóż konto przypomnienie hasła
RSS RSS

VALENCIA CF – AKTUALNOŚCI

Valencia vs. Getafe — zapowiedź

Michał Kosim | Krystian Porębski, 17.03.2019; 15:45

Mismo club, nueva era

17 marca 2019 roku Valencia rozegra ostatni mecz pierwszego stulecia swojego istnienia. Bezpowrotnie zamknie tym samym pewną erę. Erę, z której wszyscy Valencianistas powinni być dumni. Powinni ją wspominać z całą euforią zdobywanych goli, punktów i trofeów, ale też z całym smutkiem, rozczarowaniem i rozgoryczeniem, jakie niejednokrotnie nam towarzyszyły. Z całą paletą barw, jakie widzi każdy „Nietoperz” (sic!). Z całym pięknem bycia Blanquinegro. Dziś nadeszła pora, by zakończyć ten rozdział kropką nad i w postaci urodzinowej imprezy na Mestalla.

W roli gościa – choć ta, o czym więcej w dalszej części tekstu, nie wszystkim odpowiadała... więc może w roli tortu? – wystąpi dziś Getafe. Ciężko wyobrazić sobie rywala nie nazywającego się Real lub Barcelona, przeciwko któremu ewentualne zwycięstwo smakowałoby obecnie tak słodko. Podopieczni José Bordalása zajmują bowiem czwartą pozycję w lidze, z sześciopunktową przewagą nad Valencią. Valencią czującą się tak, jakby ktoś ją podsiadł.

Triumf na zapełnionym Estadio Mestalla, na którym panować będzie dziś niesamowita atmosfera, byłby symboliczny. Nakreśliłby kierunek drogi na kolejne lata: w górę zamiast pod górę. Los Ches głośno i oficjalnie zgłosiliby akces do walki o powrót do Ligi Mistrzów w przyszłym sezonie. Wspomnienia są niezwykle cenne, jednak to dobry czas, by zacząć pracować na nowe. Może mozolnie, może momentami nieporadnie, ale za to konsekwentnie. Obserwując z boku Sevillę, która dopiero co zwolniła Pablo Machína (którego uważam za bardzo dobrego fachowca), pomyślałem jedno: cieszę się, że mój klub wreszcie chce zbudować coś trwałego. Że zarząd i my, kibice, przetrwaliśmy moment, kiedy większość spisała sezon na straty, a na trybunach powiewały białe chusteczki. Dziś Valencia to obok FC Barcelony i Manchesteru City jedyna ekipa z pięciu najlepszych lig Europy, która wciąż gra na trzech frontach. Cierpliwość.

Miłości z tego nie będzie

Poza otoczką Centenario, w powietrzu wciąż czuć napięcie między obiema ekipami po dwumeczu w Pucharze Króla. Pamiętamy choćby rasistowskie komentarze prezydenta Geta w kierunku Diakhaby’ego, za które musiał wkrótce później przepraszać. Mimo wszystko Ángel Torres, bo o nim mowa, został zaproszony na tradycyjny oficjalny posiłek przed spotkaniem. Blanquinegros chcieli załagodzić napiętą sytuację, a Mateu Alemany zapowiadał chęć przywrócenia normalnych stosunków z Getafe, czego dowodem było zaproszenie dla Torresa... który postanowił jednak odmówić. Cóż, jeśli ktoś miał prawo czuć się urażony to raczej nie człowiek, który zaatakował każdego z obozu Los Ches, kogo tylko mógł: od piłkarzy po Marcelino i jego syna, który znajduje się w sztabie.

„Staram się zapomnieć o meczu w Pucharze Króla. To już historia. Nie ma żadnej wojny” – zapewnia z kolei Pepe Bordalás, odnosząc się w szczególności do Marcelino. „Przywitanie się w obecności kamer nie jest dla nas problemem. Jeśli poda mi rękę, odpowiem tym samym. Trener gospodarzy wita gościa – tak nakazuje kurtuazja. Ostatnim razem nie pozdrowiliśmy się, bo nie wyszedłem z szatni. Ten temat jest zamknięty. Dalej go ciągniecie, ale nie mam żadnego problemu z Marcelino” – powiedział trener gości na przedmeczowej konferencji prasowej. „Jeśli przyjdę na czas – tak” – odpowiedział krótko i z nutą ironii na pytanie o to, czy uściśnie dłoń z Bordalásem Marcelino.

Zapowiada nam się emocjonujące widowisko w samym środku Święta Ognia. Także, a właściwie przede wszystkim patrząc na dyspozycję obu zespołów. Getafe po raz ostatni przegrało właśnie z Valencią, 29 stycznia. Od tamtej pory zanotowali cztery zwycięstwa oraz dwa remisy i przystąpią do tego meczu w swoim najlepszym momencie sezonu. Podobnie jak Los Ches, którzy po serii spotkań co trzy dni wreszcie będą mieć chwilę zasłużonego odpoczynku, na który mogą udać się wyrównując rekord za kadencji Marcelino, który wynosi 15 spotkań bez porażki. Przede wszystkim mogą jednak zbliżyć się na trzy punkty do czwartego miejsca... bądź oddalić na dziewięć oczek, co byłoby stratą bardzo trudną do odrobienia do końca sezonu. Dlatego też nikt ze świętujących dziś fanów Blanquinegros nie bierze pod uwagę wyniku innego niż zwycięstwo. By żyły marzenia. I by trwało święto!

Raport z Walencji

W centrum wydarzeń jest kilku członków redakcji oraz społeczności VCF.pl. Kilka słów prosto z Hiszpanii napisał nasz redakcyjny kolega, Kamil Guziak.

„Marzec to miesiąc szczególny dla Walencji. To właśnie w tym czasie miasto żyje obchodami Las Fallas. Czym jest Fallas? Jest to uliczna sztuka, która ma na celu uczczenie nadejścia wiosny. Na terenie całego miasta lokalne społeczności tworzą drewniane konstrukcje, na których umieszczają papierowe, pokryte łatwopalną substancją figury – Fallas. Figury te w sposób karykaturalny przedstawiają przeróżne postacie, wydarzenia czy obiekty. Mieszkańcy miasta z dystansem podchodzą do otaczającego ich świata, okazując to w taki właśnie sposób. Fallas to jednak nie tylko papierowe pomniki: Fallas to muzyka, taniec, śpiewy, pirotechnika oraz tradycyjne stroje. Wszystko to tworzy wspaniałą atmosferę, której zaznają dziesiątki tysięcy osób. Ostatniego dnia Fallas Walencję ogarnia ogień. Płoną wszystkie przygotowywane przez wiele miesięcy Falle”.

„Swój akcent w tych uroczystościach ma również Valencia CF. W tym roku, z racji setnej rocznicy założenia klubu z Mestalla, udział „Nietoperzy” w wydarzeniu jest szczególny. 18 marca na Plaza del Ayuntamiento (Placu Ratuszowym – przyp. red.) odbędzie się dedykowana Los Ches Mascletà (pokaz pirotechniczny odbywający się każdego dnia o godzinie 14)”.

„Udział Valencii w Las Fallas to nie tylko dedykowana klubowi Mascletà. 18 marca to dzień wyjątkowy dla całej społeczności Valencianistas z całego świata. Swój udział w świętowaniu zapowiedzieli m.in. Mario Alberto Kempes, Claudio ‘Piojo’ López, Ricardo Arias, Fernando Giner, Miguel Tendillo, Juan Sánchez czy Amedeo Carboni”.

Uzupełniając krótko wypowiedź Kamila: podczas poniedziałkowej Masclety w ciągu sześciu i pół minuty wykorzystanych zostanie niespełna 300 kilogramów materiałów pirotechnicznych.

Z lotu Nietoperza

Na pytania odpowiedział Krystian Porębski.

Przyznam szczerze: byłem przekonany, że gol Krasnodaru z 85. minuty wyrzuci nas z Ligi Europy. Co było największym problemem Valencii w tym spotkaniu? Nastawienie Marcelino, zespołu, zbytnia pewność siebie, rotacje...?

Brak skuteczności jak zwykle, bo można było tej sytuacji uniknąć strzelając odpowiednią liczbę bramek już w pierwszej połowie. Mieliśmy swoje sytuacje, ale tradycyjnie z tego nie korzystaliśmy. Najbardziej zapadła mi w pamięć kontra, gdzie Krasnodar miał dwóch obrońców przeciwko czterem atakującym. Wystarczyłoby, aby Carlos Soler dograł dokładnie piłkę, miał mnóstwo opcji, ale zagrał do rywala. Jeżeli gramy w ten sposób, to wiadomo, że może się to zemścić. Jeżeli chodzi o Marcelino – tym razem jego zmiany wypaliły, więc nastawienie nastawieniem, ale jego bym nie winił. Trafił idealnie.

Los Ches w ostatnim czasie bardzo często ratują wynik w końcówce meczów. Twoim zdaniem to powrót dozy szczęścia po wielu remisach, które powinny zakończyć się zwycięstwami czy jednak efekt wyrachowania i wyczekiwania rywala do samego końca?

Drużyna nie załamuje się w żadnej sytuacji i to jest bardzo pozytywna informacja. Przez ostatnie lata często było tak, że mogliśmy mówić: graliśmy jak nigdy, przegraliśmy jak zawsze. Obecnie może Nietoperze nie grają najpiękniejszej piłki w lidze, ale mają charakter i wierzą, że da się odkręcić wynik do końca, nawet w tragicznej sytuacji. To dobrze, tego nam brakowało. Uważam, że podążając tą drogą lepsza gra może przyjść z czasem, obecnie liczy się to, że wyniki znacznie się poprawiły, a ten sezon nie jest stracony. Może się jeszcze okazać, że będzie historyczny. Taką mam nadzieję.

W ćwierćfinale UEFA Europa League trafiliśmy na Villarreal, który bez wielkich problemów wyeliminował Zenit. Jak ocenisz to losowanie? Myślisz, że świetna znajomość rywala przez Marcelino zaprocentuje w tym dwumeczu? Wiemy, że filozofia gry rywala zza miedzy nadal nie jest daleka od tej, jaką zaimplementował García Toral.

Na tym etapie naprawdę nie ma słabych drużyn, chociaż wiadomo, że gdyby kibice mieli wybierać rywala, to zapewne większość wskazałaby na Slavię. Villarreal powoli wygrzebuje się ze swoich kłopotów, a Calleja wyprowadza zespół na prostą, ale do normalności jeszcze daleka droga. Trzymam kciuki, żeby im się to udało, ale może jeszcze nie podczas dwumeczu z Valencią. Na pewno to ekipa bardzo nierówna, ale w starciu pucharowym trzeba na nich szczególnie uważać. Nie sądzę, że do końca sezonu złapią jakąkolwiek regularność, tutaj trzeba czasu i pewnych zmian, ale na przestrzeni dwóch meczów mogą pokazać dobry futbol i tego musimy się obawiać. Zwłaszcza, że w odróżnieniu od Krasnodaru to ekipa, która ma wielu zawodników mogących w pojedynkę odmienić losy meczu. Zwłaszcza w środku pola – Cazorla czy Fornals to piłkarze, na których trzeba zwrócić szczególną uwagę. To będzie trudny pojedynek – tak jak mówisz – dwóch zespołów o podobnej strategii.

W ostatniej chwili ze składu przed meczem z Getafe wypadł Neto. Obawiasz się o występ Jaume po dwóch wpadkach w Pucharze Króla z Betisem i właśnie z Getafe?

W meczu z Getafe przede wszystkim obawiałbym się jednak stałych fragmentów gry. Tutaj Jaume często bywał niepewny, ale nie przypisywałbym całej winy Hiszpanowi. Nasza defensywa jest naprawdę mocna, solida i regularna, ale jeżeli chodzi o krycie przy rożnych czy wolnych... czasami to istna komedia. Dlatego mam nadzieję, że przede wszystkim Jaume zachowa chłodną ocenę sytuacji. Jeżeli chodzi o same umiejętności, wyłączając strefę mentalną, to nie jest to bramkarz, który ustępuje na którymkolwiek polu Brazylijczykowi. Być może nawet ma możliwość wybronienia pozornie trudniejszej piłki. Natomiast Neto to facet skoncentrowany od 1 do 90 minuty. Rzadko jego parady wyglądają spektakularnie, ale to dlatego, że bardzo dobrze się ustawia, jest zawsze o krok do przodu. Hiszpanowi tego czasami brakuje i mam nadzieję, że Getafe tego nie wykorzysta. Nie boję się o Jaume, ale obawiam się, że jeżeli defensywa będzie miała gorszy moment, nasz portero zgłupieje.

Czy świeżo upieczony reprezentant Hiszpanii, Jaime Mata, powinien być otoczony szczególną opieką obrońców Blanquinegros w dzisiejszym meczu?

Absolutnie... nie. Bo przecież mają jeszcze Jorge Molinę, który liczby ma bardzo podobne. Napastników Getafe trzeba otoczyć szczególną troską. To silni zawodnicy o dobrym uderzeniu, potrafiący zachować się w powietrzu, zastawić się. Demonami szybkości może nie są, ale zapewne wielokrotnie trzeba będzie się z nimi przepychać łokciami. Być może dobrym rozwiązaniem byłoby wystawienie jednego bardziej defensywnego zawodnika w środku pomocy, który wspomógłby linię defensywy, bo z ofensywnie usposobionymi bokami możemy mieć pewien problem przy szybkich atakach Getafe.

Spodziewasz się tego, że założeniem Geta będzie nie przegrać i zachować przewagę punktową nad VCF?

Nie sądzę. Nawet mimo odpadnięcia z Copa del Rey, które było dla nich bolesne, są na fali. Notują bardzo dobre wyniki, Bordalás jest zewsząd chwalony, napastnicy mają formę życia. Oczywiście, fundamentem tej drużyny jest solidna defensywa, ale dopiero gdy coś zaiskrzyło w ofensywie zespół zaczął odnosić o wiele lepsze rezultaty. Mają nam coś do udowodnienia i nie sądzę, żeby mieli się bunkrować. Spróbują swoich szans, może nie będą przejmowali inicjatywy, ale na pewno nie będą zadowalać się remisem – o ile oczywiście nie będzie ku temu konieczności. Bo, nie ukrywajmy, czerwona kartka w takim spotkaniu by nas nie zdziwiła.

W poniedziałek Valencia obchodzić będzie stulecie swojego istnienia. Jakie wspomnienia i obrazy pojawiają się w Twojej głowie, gdy myślisz o swojej dotychczasowej kibicowskiej przygodzie z „Nietoperzami”?

Między innymi właśnie finał Copa del Rey z Getafe czy, niestety, pamiętny dwumecz z Sevillą. Regularnie oglądać Valencię miałem szansę od słodko-gorzkiego sezonu 2007/08 i od tamtego czasu omija mnie mało które spotkanie. Kiedy myślę o Valencii przychodzą mi oczywiście na myśl wielkie postaci, które zapewne wielu z nas przyciągnęły do Valencii. Albelda, Mendieta, Claudio López czy dla mnie przede wszystkim duet Vicente-Joaquín. Ta dwójka mimo wspaniałych karier zapewne mogła osiągnąć o wiele więcej, ale dla mnie to prawdziwi Valencianistas i ci, którzy zapoczątkowali na dobre moją przygodę z Los Ches.

Przewidywane składy

Valencia przystąpi do dzisiejszego pojedynku bez Neto, który nabawił się urazu pleców, Garaya, który ostatecznie nie zdążył wykurować się na czas po kontuzji uda, a także zawieszonego Roncaglii oraz Sobrino i Kangina, dla których nie znalazło się miejsce w meczowej osiemnastce. Marcelino ma wystawić najmocniejszy dostępny skład – jedynym zaskoczeniem może okazać się obecność w wyjściowym składzie Ferrana kosztem Solera, choć El Desmarque takiej roszady nie przewiduje i spodziewa się w podstawowej jedenastce starszego z wychowanków Los Ches.

W Getafe poza kadrą meczową znaleźli się z kolei: Ignasi Miquel, Markel Bergara, Gaku Shibasaki, Samu Sáiz i Amath Ndiaye.

Ostatni mecz z Getafe:
Awans w dramatycznych okolicznościach!

Przypominamy o tegorocznej edycji naszego Forumowego Typera, którego nagrody w bieżącym sezonie ufunduje użytkownik naszej strony, Maciek_1985.

Kategoria: Mecze | własne skomentuj Skomentuj (2)

KOMENTARZE

1. idler17.03.2019; 16:32
idlerSuper tekst! Aż się od razu poczułem jakiś taki bardziej napompowany na to spotkanie, mimo, że zdawałem sobie wcześniej sprawę z jego stawki. Jakikolwiek inny wynik niż zwycięstwo zostawi gorzki smak, więc muszą chłopaki muszą zagrać tak jak mają w zwyczaju z największymi - inaczej być nie może.
2. zalewsky17.03.2019; 17:00
Świetny tekst. Gratulacje dla autorów.